Surrealistyczny wąsik
Marcel Duchamp. Frida Kahlo, Max Ernst, Francis Picabia czy rodzimi twórcy – Zdzisław Beksiński, Jerzy Duda-Gracz i Tadeusz Kantor – to podstawa malarskiego surrealizmu, czyli prądu, który skutecznie zawojował artystyczny świat XX wieku. Mimo, że gro ze wspomnianych twórców (jak chociażby Frida), swoich powiązań ze sztuką „epoki snu” się wypierało lub surrealizm – jak Duchamp – zdradzało okazjonalnie z dadaizmem, to bez wątpienia nurt ten był przełomem, artystyczną rewolucją. Obrazy surrealistyczne były wyrwane ze snu, wielopłaszczyznowe, magiczne. Negowały klasycyzm, empiryzm, racjonalizm i utylitaryzm, czerpiąc jednocześnie z dadaizmu i malarstwa barokowego Hieronima Boscha. Sztuka według surrealistów nie mogła jedynie naśladować natury, ale skupiać się na wewnętrznych emocjach i subiektywnych przeżyciach artysty. I tak, surrealistyczne obrazy to najczęściej irracjonalne wizje, które pojawiały się pod wpływem chwili i na fali bardzo swobodnych skojarzeń.
Surrealistyczny obraz, jest więc hołdem dla niczym nieskrępowanej wyobraźni, która nie dość, że pozbawiona jest jakichkolwiek hamulców, to jeszcze – ma w sztuce wartość nadrzędną.
Surrealiści buntowali się nie tylko kanonom klasycznej sztuki, ale i jakiemukolwiek porządkowi. Ich nowoczesne obrazy były więc moralną rewolucją, negującą reguły społeczne i kreującą absurdalną, prowokacyjną, twórczą rzeczywistość. Takie, jak ich hipnotyzujące obrazy, byli zresztą sami surrealiści. Rewolucyjna, łamiąca konwenanse społeczne, wyzwolona, a czasami nawet wyuzdana Frida, albo skandalizujący Duchamp, który drwił z kanonu i bez zażenowania domalowywał „Monie Lisie” wąsy i brodę, namawiając tym samym do łączenia artystycznego sacrum z codziennym profanum i tworzenia sztuki z gotowych, pospolitych przedmiotów na zasadzie „ready-made”.
Wspomniany Duchamp, wspomnianą kpinę z „Mona Lisy” nazwał tajemniczo „LHOOQ”. Niby nic, a jednak, bo wypowiedziany fonetycznie zbitek liter „LHOOQ” tworzy francuski ciąg wyrazowy „elle a chaud au cul”, co oznacza nic innego jak „jest jej ciepło w tyłek” i dobitnie tłumaczy, dlaczego najbardziej popularna modelka mistrza Leonardo tak tajemniczo się uśmiecha....
Taka właśnie, trochę mistyczna i tajemnicza, ale przede wszystkim prześmiewcza, skandalizująca, nowatorska i przełamująca wszelkie konwenanse była sztuka surrealistów. I jeśli brać za mantrę teorię, że jakie obrazy, tacy artyści (i vice versa) – najbardziej prześmiewczym, skandalizującym, nowatorskim a przede wszystkim – kunsztownym w dziele swojego (s)tworzenia był nie kto inny, jak najciekawszy przedstawiciel surrealizmu, którego barwność i talent – wyszły daleko poza bramy muzeów i galerii. To on przyćmił „Mona Lisę” z wąsem Duchampa i obdarzoną przez naturę równie szczodrym zarostem Fridę Kahlo. To jego hiszpański, karykaturalny, przerośnięty wąsik „na torreadora”, no i jego obrazy na płótnie- to synonim najgenialniejszego wcielenia idei surrealizmu. Wcielenia najgenialniejszego, najbardziej rozpoznawalnego i popularnego. Bo jego prace to nie tylko muzealne i galeryjne eksponaty, ale i supermodny trend designerski, który wdziera się pod strzechy i zasiedla ściany, jako obrazy do sypialni, do salonu, fototapety na wymiar czy reprodukcje ubarwiające dziecięce pokoiki.
O kogo chodzi? Oczywiście o Salvadora Dali i jego frywolną interpretacją rzeczywistości, która ciągle uwodzi, porusza i bulwersuje, a przy okazji – stanowi treść pozostałych podstron tej witryny.