Arogancki elegancik
Rozpoczynając naukę uniwersytecką Dali, nie był definitywnie określony. Owszem, inspirowały go impresjonistyczne obrazy (choćby te, pędzla jego artystycznego mentora i opiekuna, Pichota), ale bardziej pociągające były eksperymenty z formą i... wiara we własny geniusz. Zresztą, świat akademicki utwierdzał go tylko w przekonaniu o swojej wyjątkowości.
Od chwili rewelacyjnego egzaminu wstępnego – Salvador Dali został ulokowany w najsłynniejszej bursie, będącej najprężniejszym kulturalnie domem studenckim w całej Hiszpanii.
I mimo, że pod tym samym adresem stacjonowały jedynie świetnie zapowiadające się osobowości sztuki, jak przyszły reżyser Luis Buńuel czy andaluzyjski poeta Federico Garcia Lorca, Salvador Dali wybrał... standardową niestandardowość! Tym samym, przed długi okres na początku studiów – stronił od kontaktów z kreatywnymi rówieśnikami i zamykał się szczelnie w swoim pokoju. Wychodził jedynie do Prado (mieszczące się w Madrycie, jedno z największych i najbogatszych muzeów na świecie), gdzie przerabiał klasyczne dzieła na swoją ulubioną, kubistyczną wówczas normę. Wtedy właśnie, zaczęły go nudzić normy i wtedy też, doszedł do wniosku, że wizerunek ekscentrycznego buntownika przysporzy mu więcej rozgłosu, niż bycie „ot, takim tam” wirtuozem „zwykłej” techniki. Tym sposobem, kiedy polecono mu na zajęciach narysować obrazprzedstawiający gotycką rzeźbę Madonny – wychowany w katolickim domu Dali, pozwolił sobie na profanacyjną kpinę i... przedstawił oniemiałemu nauczycielowi rysunek schodów. Na tym jednak nie kończyła się praca nad ekscentrycznym, skupiającym wzrok wizerunkiem – tak charakterystycznym zresztą dla większości malarzy. Warhol farbował włosy na gołębi blond, nosił peruki i rogowe okulary, Frida pokochała meksykańską ludowość, a Dali... postawił na „outfit” współczesnego ekshibicjonisty: krótkie spodnie, filcową czapkę i sięgającą kostek pelerynę. W takim stroju przechadzał się wraz z kolegami z grupy studenckiej (tak jest! po okresie permanentnej samotności – Dali wykreował się na obrazspołecznie zachłannej duszy towarzystwa) i tworzył ferment.
Stety – niestety, ale władze akademii nie były pochlebne takiej buntowniczo – garderobianej ekspresji i w 1923 zawiesiły Dalego na rok w prawach studenta. Pod zarzutem niesubordynacji, oczywiście.
Po powrocie, Dali nie był już odzieżowym uosobieniem cyganerii. Teraz, postawił na „arogancką elegancję”, której był zresztą wierny do końca. Salvador wtedy, to róg obfitości, Obfita była brylantyna na jego włosach, obfite były kosztowności, którymi się przyozdabiał na obraz hiszpańskich monarchów i obfita była jego artystyczna twórczość.
Pierwsza, indywidualna wystawa Dalego - odbyła się w 1925 roku w barcelońskiej Galerii Dalmau. Wystawione wtedy, nowoczesne obrazy łączyły klasykę, kubizm i artystyczny puryzm. Mimo braku spójności stylistycznej – szaleństwo twórcze okazało się być przemyślane i przynoszące sukcesy. Krytycy wystawę zachwalali do tego stopnia, że ekspozycję odwiedzili także Miró i Picasso. Ten ostatni – będący przecież dobrym przyjaciele opiekuna Dalego, Pichota – zaprosił nawet Salvadora na wizytację swojej prywatnej, paryskiej pracowni. Cóż, takie koneksje i pozytywne oceny połechtały tylko pychę Dalego i utwierdziły go w słuszności obranej wcześniej aroganckiej, egoistycznej i narcystycznej drogi. Dali wiedział, że obrazy na zamówienie, obrazy do kuchni czy obrazy do salonu to nie dla niego. On miał być kimś! Kimś, przed kim otwierają się drzwi największych galerii!
Przekonania o wyjątkowości nie podzielała jednak akademicka komisja egzaminacyjna. Będący pewnym swoich talentów (a może też swoich koneksji) Dali – nie przygotował się nawet do końcowych, uczelnianych egzaminów. Podczas jednego ze sprawdzianów... wycofał się, twierdząc z charakterystyczną dla siebie butą, że żaden z egzaminatorów nie jest na tyle kompetentny, by oceniać jego wiedzę i zdolności. Skończyło się tak, jak skończyć się musiało. W połączeniu egzaminacyjnego wybryku z wcześniejszymi (licznymi zresztą) przypadkami złamania akademickiej dyscypliny – uczelnia wydała wyrok, a Dali wyleciał ze szkoły z hukiem i z wilczym biletem w kieszeni.
Nie wiadomo, czy uraziło to jego dumę. Pewnym jest, że mimo uczelnianej porażki – jego kariera i tak już się rozpoczęła i nie wyglądała wcale na taką, która miałaby się kiedykolwiek zatrzymać.