Avida Dollars
Do Nowego Jorku Dali nie pojechał sam. Towarzyszyła mu oczywiście Gala.
Poznali się latem 1921 roku, kiedy do katalońskiej posiadłości rodziny Dalich przyjechało kilku członków grupy czołowych artystów. Był i belgijski malarz Rene Magritte z żoną, i paryski marszand Camille Goemans, i poeta Paul Eluard z żoną Galą. Szanowne towarzystwo do Katalonii przyciągnęły zarówno obrazy Dalego, jak i niezwykle magnetyczna osobowość młodego twórcy.
Ponoć na samym początku Gala uznała, że Dali jest odpychający i dziwaczny. Mimo to – zainteresowała się jego maniakalną, skrajną osobowością. Efekt był łatwy do przewidzenia – kiedy grupa przyjezdnych gości opuściła Katalonię, Gala została z Dalim. Salvadore zrobił z niej obiekt kultu, muzę, boginię, dzięki której mógł ponoć podporządkować sobie rzeczywistość według własnego uznania. I jak za dotknięciem czarodziejskiej, surrealistycznej różdżki – razem z Galą, przyszło natchnienie. Może dlatego, że jak twierdził sam Dali: „wszystkie imiona, twarze i przedmioty, kamienie, drzewa, piasek, miejsca, uczucia, lęki, pożądania, podróże, miasta, kontynenty, lata minione i mające nadejść, wszystkie noce, dni przykre i nieruchome, a nawet rozedrgane mają profil Gali lub wspierają się na niej”..
Na początku tej fascynacji – powstały też przełomowe obrazy Dalego, z „Zagadką pożądania” i „Wielkim masturbatorem” na czele. Dzieła te nie dość, że ugruntowały jego pozycję w towarzystwie surrealistów, to jeszcze stały się zaczątkiem nowego, artystycznego przełomu w życiu samego Dalego, jak i w malarskich dziejach świata. Wspomniane obrazycharakteryzowała obsesyjna wręcz dbałość o detale, seksualne nasycenie i wielopłaszczyznowość połączona z mistrzowską, dopracowaną formą. O ile krytycy mogli bulwersować się tematyką, oskarżać Dalego o mieszanie artystycznego sacrum z cielesnym, wyuzdanym, ginekologicznym wręcz profanum – to do techniki (jak to miało miejsce w przypadku Fridy, Warhola czy nawet Picassa) – nikt się nie mógł przyczepić. Technika była bez zarzutu!
Z takim właśnie, technicznym zapleczem i obrazoburczą kreatywnością – Dali wraz z Galą postanowili podbić Stany Zjednoczone. Ale zamiast szalonego rajdu po galeriach i wernisażach, skończyło się na biznesowych sukcesach. Dali zakochał się w amerykańskim śnie. Tyle tylko, że na status milionera nie musiał pracować z pułapu pucybuta. Wolał być prostytutką, a dokładniej - „największą kurtyzaną” swojej epoki. Tym samym – przez pierwszych 8 lat po przyjedzie, wraz z Galą przemieszał się między Kalifornią i Nowym Jorkiem, projektując biżuterię, malując obrazy na zamówienie i portrety dla znanych osobistości. Przygotował też wraz z Schiaparelli nowe perfumy, pisał swoją autobiografię i powieść, a także współpracował z Hitchcockiem przy scenariuszach i realizacji jego filmów. I tym samym - „arogancki elegancik” o cyganeryjnych korzeniach smarował – gdy było trzeba – obrazy kuchenne, obrazy do salonu, obrazy do sypialni czy obrazy dla dzieci. W konsekwencji Dali – wzbogacił się. I to znacznie. Budząc przy tym – oczywiście – niesmak i krytykę ze strony „konserwatywnych” surrealistów. Jego były mistrz i „drugi ojciec”, twórca surrealizmu Breton - przekształcił nawet imię i nazwisko Dalego w cyniczny anagram „Avida Dollars”, czyli – „chciwe dolary”.
Może i Dali był chciwy. Może – po prostu – pragną poklasku i ciągłej uwagi, a najprostszą drogą do uzyskania tego były pieniądze. Na pewno miał głowę do interesów i akademicki kunszt, który opierał się nawet najbardziej jadowitej krytyce.