Nie taki Dali, jak go klasyfikują

 

Dali i jego obrazy, to wizytówka surrealizmu. Bardzo cyniczna, bo z jednej strony – Salvador zwykł wykrzykiwać z wrodzoną pychą: „Surrealizm to ja!”, a z drugiej – od nurtu krytycznie się odcinał twierdząc, że jego obrazyto wyraz (tylko i wyłącznie!) jego indywidualnego geniuszu i nikt, ani nic nie miało wpływu na ich finalny kształt.

Prawdą jednak jest, że Dali romansował. Nie tylko z transseksualnymi kochankami, ale z kubizmem, neoimpresjonizmem, realizmem, symbolizmemi surrealizmem w rzeczy samej. To, co przedstawiały jego obrazy– było tak naprawdę mieszaniną różnych nurtów. Ponad warstwą farby – unosił się jednak zawsze doskonały kunszt malarski i nieprzeciętne umiejętności graficzne. 

Będąc w zgodzie z „encyklopedycznymi” zasadami, stwierdzić należy, że obrazy nowoczesne Dalego, to przede wszystkim konwencja hiperrealistyczna. I mimo, że Salvador ze stylem często eksperymentował – to właśnie na wpół graficzny, na wpół malarski element hiperrealistyczny był zawsze niezmienny i najbardziej  dla niego charakterystyczny.  

Poza ogólnie kojarzonymi odwołaniami do mistyki, trochę freudowskiego wywyższania znaczenia snu i marzeń, a także nawiązań do sztuki nuklearnej, obrazy Dalego skrywają... akademicką, potężną wiedzę o historii sztuki!  

Już będąc nastolatkiem – Dali opisywał i krytycznie oceniał w wydawanym z kolegami magazynie obrazy Goi, Leonard da Vinci czy Michała Anioła, i od dziecka fascynował się malarstwem Boscha. Uwielbiał ponadto grecko – rzymski antyk, renesans, malarstwo i grafikę północnej Europy XV i XVI wieku. Dodatkowo, obrazyDalego są też odwołaniem do współczesnej mu kultury mass mediów i zdjęć prasowych. Przez jego słabość do gazetowych fotografii – niejedno pismo oskarżało Dalego o kradzież pomysłu z reprodukowanego w prasie zdjęcia. Nie wiadomo, czy takie przywłaszczenia miały faktycznie miejsce, czy może redakcje i wydawnictwa chciały „tylko” uszczknąć trochę ze sławy genialnego surrealisty. Dla Dalego – każdy taki proces i każde, nawet najmniej zasadne oskarżenie, było okazją do rozgłosu. 

Oprócz inspiracji malarskich –obrazyi grafiki na ścianę Dalego, przepełnione są wątkami i konotacjami literackimi. Na człowieka zresztą, Dali patrzył jak literaccy romantycy, przez pryzmat niepokoju, metafizyki i tajemniczości.

Do tego wszystkiego, dochodziła charakterystyczna dla surrealistów fascynacją freudowską psychologią głębi. Tyle tylko, że teoria brodatego papy współczesnej psychologii zakłada, że senna rzeczywistość składa się ze spontanicznych, zakorzenionych w podświadomości skojarzeń. U Dalego – skojarzenia były świadomie dopracowane, dwuznaczne i tworzyły tym samym skalkulowaną kompozycję, w której ważny jest każdy detal, każdy milimetr. Bo taki właśnie milimetr, to dla Dalego szansa na to, by zaznaczyć granicę rzeczywistości i nierealności, aby w wolny od farby fragment płótna – wkomponować nowy detal, jakiś intelektualny dowcip. Wszystko po to, by zatrzeć wszelkie, możliwe do zatarcia granice i poznęcać się chwilę nad „profesjonalnymi” interpretatorami sztuki, którzy po dziś dzień głowią się nad tym, czy popękane czoło kobiety robiącej „Wielkiemu masturbatorowi” fellatio to zabieg celowy, czy efekt złego przechowywania obrazu. A może - to kolejna, genialna kpina Salvadora Dalego...?