Płonące żyrafy wychodzą z szafy
Dali dzisiaj, to ciągle prężne przedsiębiorstwo, generujące pokaźne, cykliczne zyski. To najbardziej rozpoznawalny świr sztuki XX wieku, który swoim trochę wykreowanym, trochę wrodzonym szaleństwem - przyćmił i konsumpcyjnego Andy Warhola, i wiwisekcyjną Fridę Kahloi swojego rewolucyjnego, prestiżowego kumpla – Pablo Picasso. Obrazy Dalego są powszechnie rozpoznawalne i jednoznacznie, bez zastanowienia utożsamiane z surrealizmem. Gdyby przeprowadzić sondę uliczną i respondentów zapytać o innych, bardziej słownikowych przedstawicieli ruchu – ankietowani oblaliby się zapewne wstydliwym rumieńcem niewiedzy. Bo surrealizm to Dali, a Dali – to nie tylko obrazy. Chociaż te oczywiście, stanowią genialną podstawę jego ponadczasowej sławy.
Gazety, pisma, fotorelacje, galerie obrazów, a nawet filmy – jeśli pojawi się w nich choćby wspomnienie zakręconego Pana z karykaturalnym wąsikiem pod hiszpańskim nosem, zyskują na nadspodziewanej popularności. Sam wąsik Dalego zresztą, uznany został niedawno za najbardziej rozpoznawalny zarost w historii, wygrywając tym samym z Chaplinem, Mercurym czy Einsteinem. A właściciel wąsiska, Dali – wychodzi z dzisiaj z lodówki i spogląda z opakowania po lizaku „Chupa - Chups”. Do głów wbijają się natomiast jego cytaty o czytaniu charakteru z dup (ponoć matka Sylwestra Stallone zarabia całkiem nieźle na wróżeniu z pośladków...) i teorii o tym, kto jest wariatem, a kto nie i hasłach o laskach, nowotworach i prawdziwym geniuszu. Z szafy – wychodzą natomiast płonące żyrafy.
Nowoczesne obrazy Dalego to równie nowoczesne gadżety, koszulki, krawaty, nadruki. To także obrazy do salonu, fototapety i popularne zdjęcia na płótnie.
Oczywiście, Dali w designie to bardzo gustowny nurt, świadczący o dobrym guście lokatorów domu czy mieszkania, którzy na taki hiperrealistyczny obrazczy wspomniane zdjęcia na płótniesię zdecydowali. Ale ten poświadczony opiniami krytyków, dobry gust – wymaga pokaźnej wiedzy z zakresu ukierunkowanej na Dalego, historii sztuki. Bez tego – bardzo łatwo jest na ścianach, jako na przykład obrazy do salonu - zawiesić z rozpędu „Trzy tajemnice Gali”. Obrazciekawy, absorbujący, tajemniczy – owszem. Ale... namalowany z waginalnej perspektywy i przedstawiający nic innego, jak krocze małżonki Dalego w pełnej (sic!) otwartości. Podobne faux pas popełnić można, przygwożdżając do ściany pokoju malucha obraz„Wielkiego masturbatora”, a potem – zamiast słuchać zachwytów wizytatorów, skazać się na odwiedziny kuratora z ośrodka wychowawczego. Bo Dali owszem, jest dobry na wszystko, ale wybierając obrazki do pokoju dziecięcego – lepiej jest postawić na nieśmiertelne, zachwycające, połamane zegary z „Trwałości pamięci”, niż na fali mody na „Dalizm” - wrobić się w „Sześć wizerunków Lenina na pianinie”...