Surrealistyczne życie, surrealistyczna śmierć

 

Kiedy w 1945 na japońskie miasta Hiroszimę i Nagasaki zrzucono bomby atomowe – zamarł cały świat. A Salvador Dali się zmienił.

Wtedy właśnie, ten najbardziej kasowy surrealista w dziejach uznał, że takie wydarzenie powinno być punktem odniesienia w jego twórczości. Tak właśnie, rozpoczął się nowy okres jego aktywności - „malarstwo atomowe”.

Tworząc obrazy, wykorzystywał w nich odkrycia fizyki jądrowej i skupiał się na strukturze materii. Najbardziej jednak, interesowało go rozszczepienie atomu. A dokładniej – energia, która jest wyzwalana w jego skutku. Świadomość podzielności materii  zawładnęła jego myślami i zdominowała obrazy, które powstały na przełomie lat 40-tych i 50-tych. Wtedy też, Dali zaczął coraz częściej wykorzystywać tematykę stricte religijną. Tyle tylko, że  - jak miał w swoim zwyczaju – interpretował ją w metafizyczny, mistyczny sposób. Szok, jaki wywołało zrzucenie bomby atomowej sprawił, że ludzie poczuli swoją śmiertelność. To samo poczuł Dali, który stawał się coraz bardziej religijny i pocieszenia od smutków świata doczesnego szukał w powrocie do katolicyzmu.

Nie był to katolicyzm sensu stricte, ale... katolicyzm według Dalego. I tak, jego ówczesneobrazy(zwłaszcza te, które powstały po finalnym powrocie do Hiszpanii w 1955 roku) były połączeniem ikonografii i efektami inspiracji osiągnięciami naukowymi. Ta skłonność towarzyszyła mu do końca życia. Przez dekady, Dali fascynował się odkryciem DNA, przełomami w dziedzinie optyki, holografią i stereoskopią.

Wyjazd z USA nie był efektem kłótni z Ameryką – tak, jak działo się to w przypadku chociażby Fridy Kahlo. Zresztą, do Hiszpanii Dali jeździł na dłużej już wcześniej, choćby w 1948 roku, gdy rodzinny kraj rządzony był twardą ręką generała Franco.

Mimo, że Dali i Gala osiedlili się na stałe na Starym Kontynencie – Salvador dalej romansował ze skomercjalizowanymi Stanami. Nagrał między innymi reklamę telewizyjną czekolady Levin i zaprojektował logo Chupa-Chups.

Poważniejsze dzieła z tego okresu, to przede wszystkim obrazy, w których centrum był róg nosorożca (zakochany w zaawansowanej matematyce Salvador Dali uważał, ze to idealny przykład spirali logarytmicznej). Okres powrotu do „wzniosłej” twórczości (ale i do twórczości w ogóle), zakończyła śmierć Gali 10 czerwca 1982 roku. W maju następnego roku, Dali narysował swój ostatni obraz- „Jaskółczy Ogon”.

Mimo, że związek Dalego i Gali wypełniały zdrady i kłótnie, odejście ukochanej muzy pozbawiło Salvadora życiowej energii. Najbardziej kasowy surrealista w dziejach pogrążył się w szaleństwie i wierze w swoją nieśmiertelność. Często odwadniał się z premedytacją, aby wpaść w stan sztucznej hibernacji. Potem, zabarykadował się w sypialni żony i – jak miał to w zwyczaju od dziecka – odciął się od świata doczesnego.

Zmarł w wieku 85 lat 23 tycznia 1989 roku, zapisując cały swój majątek i wszystkie obrazyzapisując Hiszpanii.

Podobno, gdy Dali dowidział się od lekarzy, że stwierdzono u niego chorobę nowotworową stwierdził tylko - „Biedny rak”. Na pytanie o to, czy jest pyszny odpowiedział rozbrajająco, że „pyszni się paradą pychy, którą urządza w nim jego geniusz”. Twierdził też, że cierpli na „permanentną erekcję intelektualną” i że „od wariata różni go tylko to, że nim nie jest”. A jaki był naprawdę Dali? To wiedziała chyba tylko Gala. 

Pewnym jednak jest, że spełniło się jego marzenie. „W wieku sześciu lat chciałem zostać kucharką. Kiedy miałem siedem  - Napoleonem. Odtąd moja ambicja nie przestawała rosnąć, podobnie jak moja mania wielkości. Gdy miałem lat piętnaście, chciałem być Dalim.” I to ostatnie mu się udało. Został Dalim. I to nie byle jakim, ale z milionami w banku i okrzykiem „surrealizm to ja!” na ustach.